Z domu dochodziły nieustanne krzyki. Słychać było płacz
małej dziewczynki. Nikt nie zwracał na to uwagi. Tam zawsze tak było. Piękne,
potężny dom na granicach Przystani stał tam od wielu pokoleń. Zawsze wzbudzał
podziw i fascynował resztę mieszkańców. Należał on do rodziny Archerów, którzy
rządzili w tym zakątku. Kiedyś było tam inaczej. Po śmierci, a raczej
zabójstwie starego Lazara dom zmienił się diametralnie. Nikt nie reagował na
krzyki Evy, nikt nie zwracał uwagi na posiniaczoną twarz jej oraz jej dzieci.
Bali się gniewu Emila. Był on nieobliczalny, nerwowy i agresywny. Denerwowało
go choćby spojrzenie.
Nienawidził gdy ktoś mu się stawiał, a już szczególnie
któryś z członków rodziny. Miał ostatnio wiele problemów. Ktoś ewidentnie
mordował jego sprzymierzeńców. Bez słowa znikały potężne wampiry. Czuł strach.
Wiedział, że niedługo będzie jego kolej. Jeszcze był ten gówniarz, który zaczął
mu się stawiać. Ren, jego jedyny syn myślał, że zdoła mu się przeciwstawić. Postanowił sobie za cel bronić te głupie
idiotki. Dobrze, że nie było go w domu, przynajmniej nie musiał się z nim
użerać. Zdenerwował go płacz małej Evelynn i ciągłe pretensje Evy. Miał tego
dość. Wszystko obróciło się przeciwko niemu. Nie mógł tego dłużej znieść.
Podszedł do swojej partnerki i uderzył. W jego oczach można było zobaczyć
furię. Nikt o zdrowych zmysłach nie powinien wchodzić mu w drogę. Uderzył
znowu. Tym razem upadła. Wyczuł jej krew, wiedział, że jutro jej ciało będzie
całe w siniakach. Podniósł rękę i…
Tatusiu..proszę..przee.stań- wyrzuciła z siebie spazmami
płaczu mała Evelynn. Podbiegła do niego i złapała za nogę. Myślała, że to
pomoże, ale tylko zaogniła sytuację. Emil podniósł ją za włosy i rzucił o
ścianę. Tera dostanie na co zasłużyła. Powinna siedzieć w kącie, a nie mu się
sprzeciwiać. Jeszcze brakowało mu jednego bachora, który nie czuje przed nim
respektu. Powoli zbliżał się do niej. Zaczął zdejmować pas od spodni. Zobaczył
na jej twarzy strach i na jego usta wypłynął okrutny uśmiech.
Nikt cię nie nauczył dziecko, że nie wolno wtrąca się
nieproszonym - syknął – sądziłem, że jestem mądrą dziewczynką, a tu proszę.
Robisz się taka sama jak brat, ale już niedługo nauczysz się okazywać szacunek
ojcu. – wykrzyczał jej prosto w twarz. Nie zauważył, że drzwi wejściowe się
otworzyły. Był tak zaślepiony w swojej furii, że nie usłyszał kroków. Pochylił
się i już chciał uderzyć córkę, gdy ktoś skoczył mu na plecy. Próbował się wyrwać,
ale nic to nie dało. Jego przeciwnik przyłożył mu nóż do gardła. Przez chwilę
myślał, że przyszła po niego i niedługo zakończy swój marny żywo. Nie mógł się
odwrócić, by zobaczyć jej twarz, ale poczuł jak sztylet drgnął przy jego
gardle. Wykorzystał ten moment i zwalił przeciwnika z kolan. Usiadł na
przeciwniku i zabrał z jego ręki broń.
Co ty soobie wyoobrażaszz? - syknął prosto w twarz swoje
pierworodnego. Myślisz, że jesteś ode mnie silniejszy, Ren? – mówiąc to uderzył
go w twarz. – Czemu wszyscy obróciliście się przeciwko mnie. Jestem twoim ojcem
i powinienem cię zabić, za to co przed chwilą zrobiłeś. – wbił sztylet w brzuch
syna. – Ale będę wspaniałomyślny i
będziesz patrzył jak twoja matka przyjmuję twoją karę na siebie!- mówiąc
to zaśmiał się okrutnym głosem. Podniósł syna i zadał jeszcze jeden cios.
Chłopak nie mógł się podnieść. Próbował, ale mu się to nie udawało. Zobaczył
tylko jak ojciec podchodzi do matki i kaleczy jej policzek. Słyszał jeszcze
głos swojej siostry, ale obraz już mu się zamazał. Potem ogarnęła go ciemność.
*********
Kwatera znajdowała się na starej posesji, która nie
wyglądała zbyt zachęcająco. Mroczne, stare cegły, z których zbudowany był dom
wydawały się niestabilne, ale to nie była prawda. Tak naprawdę zbudowany był
solidnie i niektórzy potrafiliby dostrzec w nim piękno. Na posesji Kwatery
rosły wielkie, tajemnicze drzewa okalające małe, ceglane ścinki, które miały
namalowane znaki łowców. Istniały one od XV w. i zawierały sekrety, które mogły
tylko dostrzec osoby nadprzyrodzone, choć trzeba przyznać, że tylko nieliczni
wiedzieli co oznaczały. Właśnie do tych osób należała Katherine. Po zakończonej
misji pojechała do domu. Tak, właśnie. Domu. Tym była dla niej Kwatera, a
wojownicy byli jej jedyną rodziną, za którą potrafiłaby oddać życie. Wbiegając
po schodach pogłaskała Lunę, starą sukę, która należała do Annie. Nikt nie
potrafił określić jej rasy, ale widać było w oczach tego psiska wielką mądrość.
Kat pomyślał jak wiele razy ta suka towarzyszyła jej w chwilach załamania. Jak
wiele razy dzięki niej przetrwała najgorsze. Była jej za to wdzięczna i już
dawno temu stwierdziła, że to właśnie Luna zostanie jej najlepszą przyjaciółką.
Myśląc o tym nie zauważyła jak weszła do środka. Postanowiła, że najpierw się
zamelduje, a potem weźmie gorący prysznic i zmyje z siebie krew. Kwatera choć z
zewnątrz wydawała się być stara, to wewnątrz posiadała najnowocześniejsze
udoskonalenia. Była bogata w technologię, nawet bardziej niż siedziba ABNW.
Katherine ustała przed szklanymi drzwiami do laboratorium i dała znak Ericowi,
by ją wpuścił. Odchyliły się one z cichym sykiem.
No, w końcu. – powiedział, uśmiechając się do niej.
Sądziłem, że już zapomniałaś o starych przyjaciołach.
Hej, miałam po prostu parę spraw do załatwienia- to
powiedziawszy podała Ericowi kartkę, którą znalazła u swojej ofiary. Chcę,
żebyś to poszukał informacji o tej osobie i dał mi znać, kiedy coś znajdziesz.-
mówiąc to już kierowała się do drzwi.
Nie ma sprawy- jej
przyjaciel i najlepszy informatyk wojowników zaczął przeszukiwać swoje dane.
Katherine mimo woli się uśmiechnęła. Nikt nie pomyślałby, że ten wysportowany,
mroczny blondyn o topazowych oczach woli komputery od walki.
Wbiegła szybko po schodach i zamknęła się w swoim pokoju.
Zdejmując po drodze ubrania dotarła do łazienki. Powinna już dawno wyrzucić te
duże lustro. To co w nim zobaczyła było przerażające. Nie został nawet ślad po
wesołej dziewczynie, a w jej miejsce
wstąpiła blada, mroczna kobieta, w której oczach można było dostrzec wielką
wojowniczkę. Nawet cienie pod oczami nie psuły tego wrażenia. Chłopacy, z
którymi się spotykała mówili, że jest piękna. Ona tego nie widziała. Obserwując
siebie stwierdziła, że jest przemęczona tym wszystkim, ale już niedługo to się
skończy i wreszcie zrobi sobie wolne. Weszła pod prysznic i pozwoliła wodzie
zmyć z niej wszystkie troski i zamazać wspomnienia dzisiejszej nocy…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz