Piątek. Upragniony dzień wszystkich nastolatków. Tylko parę
godzin w szkole i w końcu wolne. Gdy zacznie się ściemniać grupy znajomych
spotkają się i ruszą na podbój świata. Imprezy, alkohol, narkotyki, seks to
życie nastolatków z szkoły Mussiers. Ludzie i wampiry połączą się by świętować
ten piękny dzień. Najpopularniejsi nadadzą życiu nowy rytm. Wszyscy spotkają
się w klubie Angels. Bez żadnego wyjątku. To tam mogą zapomnieć o wszystkich
problemach i dołączyć do plątaniny spoconych ciał.
Wczorajszy dzień był dla Rena prawdziwym koszmarem. Nie
dość, że pokłócił się z Mimi, to jeszcze problemy z ojcem. Kiedy wszedł do domu
i zobaczył jak Emil znęca się nad rodziną, nie wytrzymał. Próbował go
powstrzymać, ale to nic nie dało. Tylko dorobił się pary siniaków, które powoli
znikały w związku z jego krwią. Krew wampira zawierała pewne antygeny, które
pozwalały ciału szybko się zregenerować. Do wieczora nie zostanie nawet ślad po
tym incydencie. Gorzej z jego matką. Ojciec ukarał ją za wybuch Rena. Kiedy się
ocknął zobaczył swoją siostrę, która pomagała jej wstać. Eva miała głębokie
rany na plecach i ramionach. Zwijała się z bólu pod ścianą. Tego było za wiele.
Obiecał matce, że Emil już nigdy jej nie skrzywdzi. Powiedział, że zabierze ją
z tego piekła, ale ona tylko się rozpłakała. Prosiła go, wręcz błagała by dał
sobie spokój. Bała się, że to tylko pogorszy sprawę i Emil ich pozabija. Poza
tym nie mieli gdzie się schować, ponieważ nikt nie chciał narażać się na gniew
jej męża. Ren myślał o tym cały dzień, ale co mógł zrobić, jeżeli jego matka
zagroziła mu, że popełni samobójstwo, gdy wymyśli jeszcze raz coś takiego. Miał
popsuty humor przez cały dzień, ale w końcu będzie mógł odpocząć, jeżeli
pójdzie do klubu. Tam na pewno się odpręży.
*******************
-Jesteś gotowa?- Zapytał ją Tegan. Potwierdziła mu
skinieniem głowy.- Pamiętaj! Wróg nigdy nie będzie czekał na twój pierwszy
ruch. Rzuci się na ciebie i będzie próbował zabić, a ty musisz parować jego
ciosy. Zrozumiałaś?
-Oczywiście szefie!- Katherine posłała mu swój
najpiękniejszy uśmiech i zaatakowała. Próbował uderzyć go w klatkę piersiową,
ale Tegan złapał jej nadgarstek i przewrócił na ziemię. Była uwięziona. Leżało
na niej 90kg samych mięśni. Wiedziała, że jeżeli nic nie zrobi to on ją pokona.
Próbowała się obrócić, ale jej mentor przewidział ten ruch. Przyciągnął ją do
siebie i wykręcił ręce. Spojrzała w twarz tego przystojnego 700-latka. To właśnie
on znalazł ją, w tamten okropny dzień, kiedy straciła swoich bliskich. Była
załamana. Płakała i ściskała w ramionach ciało swojej matki. Do tej pory
pamięta tamten ból. Nie słyszała nic. Była pogrążona w rozpaczy i właśnie wtedy
pojawił się Tegan. Ukląkł przy niej i zabrał z jej ramion ciało rodzicielki.
Nie kontaktowała wtedy w ogóle. Czuła się tak rozbita i płakała w jego
ramionach. Nie obchodziło ją, że go nie zna. Czuła, że może mu zaufać. Potem
zasnęła i obudziła się w białej pościeli w nieznajomym pokoju. Zobaczyła, że
jest podłączona do kroplówki i ma obandażowaną rękę. Powinna czuć strach, ale
nie była do tego zdolna. Myślała o życiu, które straciła i wtedy pojawił się
Tegan. Wysoki, umięśniony mężczyzna o stalowym spojrzeniu. Miał na sobie czarny
strój bojowy i pełno broni. Pamiętała jak wtedy jego topazowe oczy ją
przeraziły, ale nic jej nie zrobił. Zdjął pas z bronią i położył go na
metalowym stoliku.
-Jak się czujesz?- Zapytał, odgarniając z twarzy pukle blond
włosów.- Znaleźliśmy Cię w opłakanym stanie. Nie bój się. Jesteś już
bezpieczna. Nic ci nie grozi.- zapewniał. Powoli zbliżył się do mojego łóżka i
usiadł na brzegu. Katherine spojrzała w jego twarz i poczuła, że może mu
wszystko powiedzieć i tak zrobiła. Opowiedziała mu o tragedii, która ją
spotkała, a on tylko słuchał. Czuła się przy nim bezpiecznie. Powierzyła mu
wtedy swoje życie, a teraz musiała wygrać. Od niedawna nauczyła się używać
swojej mocy. Była telepatką. Oczyściła swój umysł i wyobraziła sobie, że uderza
w Tegana całą swoją mocą. Na początku nic się nie stało, ale po chwili jego
twarz przybrała bolesny grymas. Zsunął się z niej i złapał za głowę.
Wykorzystała to i złapała jego broń. Powoli zbliżyła się i odwróciła go na
plecy. Przyłożyła broń do jego krtani i uśmiechnęła się złośliwie.
- Poddajesz się?- Zapytała niewinnie, jak tylko potrafią
kobiety.
Rzucił jej jeszcze mordercze spojrzenie, które sparaliżowało
by każdego członka ich Rasy, ale nie ją. Wiedziała, że pod tym śmiercionośnym
wzrokiem kryje się duma. Tegan był jak jej ojciec. Potępiał jej zachowanie, ale
postanowił nauczyć ją wszystkiego co wie. Był dumny, że tak dobrze sobie
radziła i traktował ją jak córkę.
- Dobra robota, dzieciaku.- mówiąc to posłał jej krzywy
uśmiech, od którego mdlały kobiety.- Zdaje mi się, że będziesz dziś mogła się
trochę zabawić.
-Co masz na myśli, staruszku? Czyżbyś postanowił mi dać
trochę wolnego?- zapytała słodko.
-Można tak powiedzieć.- Podniósł się z podłogi i podał jej
rękę.- Mamy dziś do załatwienia pewną sprawę w Londyńskim klubie Angels. Eric
znalazł pewne informacje. Podobną tamtejsze młode wampiry przesadzają z
Karmicielami. Trzeba do sprawdzić. Pojedziesz dzisiaj z Jackiem i rozejrzysz
się trochę.- mówiąc to spojrzał jej głęboko w oczy. Czuła się jakby dostał się
do jej umysłu.- Nie chce, żeby ktoś zginął. Nie podejmuj żadnych decyzji, bez
konsultacji z Zakonem. Zrozumiałaś?
-Tak. Możesz na mnie liczyć.- patrzyła mu prosto w oczy.
- Dobrze, a teraz się przygotuj.- Zebrał broń z podłogi i
wyszedł z zbrojowni. Katherine patrzyła jak wychodzi i skierowała się do
swojego pokoju. Musiała znaleźć coś na ten wieczór. Może jakoś czarną, seksowną
sukienkę. Tak. Powinna taką mieć. Może dowie się czegoś o swoich wrogach. Lucan
nauczył ją kontrolować umysły ludzi i zamierzała z tego skorzystać. O tak!
Zapowiada się długa noc…
